Lorem ipsum

"Jestem głosem tej części pokolenia, która spełnia marzenia". Bedoes u Prokopa

Najmłodszy polski raper na szczycie Oficjalnej Listy Sprzedaży. Jeden z najgłośniejszych i najmocniejszych debiutów wydawniczych w historii rodzimego rapu. Pierwsze miliony w sieci zarobił przed dwudziestką. Mimo że, jak sam przyznaje, bardzo nie lubi udzielać wywiadów, przyjął zaproszenie Marcina Prokopa. W programie "Z tymi co się znają" opowiada mu o niełatwym dzieciństwie, miłości do rodziny i dlaczego na pierwszym miejscu stawia szczerość.

Na przekór wszelkim przeciwnościom

Zaledwie 21-letni Bedoes w swoim życiu przeszedł niejedno. Od odejścia ojca poczynając, poprzez chorobę mamy i poważne problemy materialne w rodzinie i prześladowanie w szkole, aż po fobie społeczne i wykluczenie. A wszystko to nie przeszkodziło mu w dążeniu do celu, jaki obrał sobie już jako nastolatek. Mówi się o nim jako o debiucie scenicznym, jakiego, wg statystyk, polska scena rapu dotąd nie widziała. Twierdzi, że zawdzięcza to także, jeżeli nie przede wszystkim swojej szczerości w tekstach.

- Dzięki temu, że to wszystko powiedziałem, to nie mam wielkiej tajemnicy – wyznaje w Browarze Namysłów. - Poza tym nie uważam, że to są rzeczy, których trzeba się wstydzić. Tym lepiej o mnie świadczy, że byłem w takim gównie, a teraz jestem tu.

Szkoła życia

Początkowo uczęszczał do prywatnej katolickiej podstawówki.

- Tam dzieci się z niego śmiały, że nie mam taty, że jestem biedny. Strasznie płakałem, jak mama mnie tam odstawiała - wspomina. - Przepisała mnie w końcu do podstawówki na naszym osiedlu, ale przyszedłem tam w trzeciej klasie jako spasiony dzieciak i znowu się ze mnie śmiali, tym razem, że jestem gruby. Poza tym byłem nowy, a to była trzecia klasa i wszyscy się znali. Nie potrafiłem się zgrać z otoczeniem, zawsze byłem outsiderem.

W gimnazjum sytuacja w kwestii prześladowania przez rówieśników się polepszyła, jednak pojawiły się inne problemy – dostał nadzór kuratorski. Na początku trzeciej klasy wydał piosenkę, w której jakby proroczo głosił, że trzeciej klasy już pewnie nie zda i rzeczywiście... musiał ją powtarzać, tym razem indywidualnie. Miał fobię społeczną i leczył się przez jakiś czas psychiatrycznie. Dostał też odpowiednie lekarstwa.

- Jak skończyłem 18 lat, stwierdziłem, że nie biorę już żadnych lekarstw, że sam sobie poradzę. W osiemnaste urodziny przestałem też pić i brać narkotyki.

Kiedy wydawało się, że jego mama może odrobinę odetchnąć względem jego edukacji, znowu na własne życzenie przysporzył jej kilku zmartwień. Dostał się do technikum weterynaryjnego, ale… nie poszedł na rozpoczęcie roku.

- Wstałem na tą godzinę, na którą miałem wstać, ale nie poszedłem. Mama się popłakała. Zapisała mnie do liceum dla dorosłych. Tam pochodziłem kilka razy i powiedziałem, że nie mogę, że chcę robić muzykę.

Jak powiedział, tak zresztą zrobił. Chociaż ma odrobinę wyrzutów sumienia względem emocjonalnego rollercoastera, jaki zafundował mamie, swoich wyborów nie żałuje.

- Nie ma niczego, czego bym nie powtórzył. Wszystko jest dla mnie doświadczeniem. Jeśli coś przeżyłem, to znaczy, że musiałem to przeżyć.

Rap a odpowiedzialność

Początkowo, jako nastolatek, w utworze “Biały i młody” (obecnie ponad 25,5 mln odsłon na YouTube) rapuje o narkotykach, seksie i imprezach. Wraz ze wzrostem popularności przyszła też świadomość, że to, co przekazuje swoim słuchaczom, ma realne przełożenie na ich życie. Ewoluował jako twórca tekstów i stara się przekazać ludziom inne wartości.

Obecnie, mimo że wciąż słychać w jego tekstach bunt i swoistą złość względem świata, jest to złość na niesprawiedliwość, na zło, na wykluczenie i na to, jak wygląda, a często nie powinna wyglądać codzienność wielu ludzi. Zmienił się też przekaz jego twórczości.

- Zawsze mówię podczas koncertu, że to, że ja stoję na tej scenie, to znaczy, że wy możecie stać też gdzie chcecie i to jest dowód na to, że można spełnić marzenia – mówi z przekonaniem. - Chcę pokazać, że ze wszystkiego można wyjść, ze wszystkim można sobie poradzić. Chcę być motywacją dla ludzi.

Na każdym kroku zaznacza też, że nie uznaje narkotyków i alkoholu. I namawia do tego samego młodych słuchaczy. Twierdzi, że nienawidzi narkotyków do tego stopnia, że przerywa koncert, jak czuje zapach marihuany i mówi przez mikrofon: "Jak ktoś pali, ok, niech wyjdzie i tam sobie zapali". - Po śmierci rapera Maca Millera, który zmarł po zażyciu narkotyków, zwrócił się z apelem do swoich fanów, jak zwykle nie przebierając w słowach.

– Ile jeszcze ludzi, artystów musi przedawkować, żebyście dzieciaki przestały ćpać to j... gówno? Obudźcie się. Nie wypowiadałem się o śmierci artystów, bo nie jestem atencyjną k..., ale ogarnijcie p... dzieciaki. Nie jesteście niezniszczalni.

Ważne jest to, co siedzi w środku

Nie każdy musi lubić jego muzykę, nie każdemu musi pasować jego niewybredny język czy ciężkie tematy, które porusza. Nie sposób jednak pozostać na niego obojętnym. Okazuje się bowiem, że poza ogromnym sukcesem komercyjnym, ten młody chłopak z bydgoskiego blokowiska ma do przekazania całkiem sporo, a jego twórczość z każdym kolejnym kawałkiem ewoluuje. Dlatego też, ciekawy tego, co jeszcze gra mu w duszy i co siedzi w środku, Marcin Prokop postanowił zaprosić Bedoesa do murów Browaru Namysłów. I odkrywa przed nami jego kolejne, nierzadko zaskakujące oblicza. Jakie? Dowiemy się z najnowszego odcinka programu "Z tymi co się znają".

Przeczytaj również:
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.