Lorem ipsum

"Mamy uparty śląski charakter, górniczą mentalność - dlatego jesteśmy tu, gdzie jesteśmy"

Na przestrzeni ostatnich lat zostali okrzyknięci największą muzyczną sensacją w Polsce, zdobyli Fryderyka za Fonograficzny Debiut Roku i wydali trzy świetnie oceniane płyty. Podczas rozmowy w Browarze Namysłów zdradzają Prokopowi swój przepis na sukces, czy w dalszym ciągu łączy ich tylko przyjaźń i czy rosnąca pewność siebie i "sodówka" to pojęcia tożsame.

Idą jak burza

Justyna Święs i Kuba Karaś z zespołu The Dumplings, bohaterowie najnowszego odcinka programu "Z tymi co się znają", zadebiutowali na polskim rynku muzycznym, będąc jeszcze w szkole średniej. Nie lubią jednak podkreślania ich młodego wieku. Warte podkreślania natomiast jest to, że stanowią doskonały przykład, iż czasami nie trzeba ogromnej machiny medialnej, aby zostać dostrzeżonym. Niezależnie od wieku.

Miłość do muzyki i sztuki towarzyszyła im bowiem od najmłodszych lat. Justyna (ur. 16.04.1997), jest córką aktorów Barbary Lubos-Święs i Artura Święsa. Sama pisze teksty piosenek i odpowiada za wokal. W Kubie (ur. 02.02.1996) muzycznego bakcyla zaszczepił starszy brat. Teraz sam gra na gitarze, perkusji, pianinie, posługuje się komputerem i samplami. Razem, jako The Dumplings, tworzą brzmienie, które w 2013 r. stało się internetowym fenomenem. Po udziale w talk-show Łukasza Jakóbiaka zostali okrzyknięci największą muzyczną sensacją w Polsce. Rok później wydali swój pierwszy album: No bad days. Na uznanie branży muzycznej nie trzeba było długo czekać – w 2015 r. odebrali Fryderyka w kategorii Fonograficzny Debiut Roku. Nie spoczęli jednak na laurach i już kilka miesięcy później światło dzienne ujrzał ich drugi album: Sea You Later, który zresztą zdobył nominację do Fryderyków 2016 za Album roku elektronika i alternatywa.

Przed kolejnym wydawnictwem potrzymali fanów jednak w niepewności i oczekiwaniu przez… 3 lata. Dopiero w 2018 r. ukazał się ich najnowszy album: Raj.

- Po raz pierwszy jesteśmy w pełni zadowoleni z płyty – wyznaje Justyna. – Nie bez powodu jest taka krótka. Te osiem piosenek po prostu z nas wypłynęło. Nie chcieliśmy na siłę nagrywać więcej. Nie ma na tej płycie żadnych zapychaczy.

– Wchodząc do studia, mimo początkowych założeń, nigdy tak naprawdę nie wiemy, co z tego wyjdzie – dodaje Kuba. – Teraz po raz pierwszy było tak, jak sobie zaplanowaliśmy. Od początku do końca. Ta płyta to wynik trzech lat ostrych imprez, zawodów miłosnych, przeprowadzek i różnych dziwnych sytuacji.

"Ej, stary, stop"

Jak oboje otwarcie przyznają, ich tryb życia, szczególnie, że rozpoczęty w wieku nastoletnim, nie należy do najłatwiejszych. Praktycznie nie mają czasu dla bliskich, ciągle są w rozjazdach i koncertują – nie tylko w Polsce zresztą. Muszą wiele poświęcić i to jest ciemniejsza strona tego zawodu, jednak nie chcą i starają się nie narzekać. Otrzymują niesamowite wsparcie od najbliższych, dzięki którym wciąż twardo stąpają po ziemi. Zapytani czy w związku z licznymi sukcesami grozi im "sodówka", odpowiadają:

– Mamy duże grono przyjaciół, które nas wspiera i o nas dba. Bliscy ściągają nas na ziemię, trzymają nas w ryzach. Jak coś się dzieje, czyt. "sodówa", mówią "ej, stary, stop". Jakby się to miało wydarzyć, to już by się wydarzyło, ale wiara w siebie na pewno rośnie. Czujemy, że jest dobrze i nie można dać sobie w kaszę dmuchać.

"Nawet małżeństwa nie spędzają razem tyle czasu, co my"

W kaszę nie dają dmuchać także sobie nawzajem. Pracując nad materiałem na kolejne płyty, zamykają się na jakiś czas wyłącznie we dwójkę w domku na kompletnym odludziu. To, że nie pracują w normalnym studio, daje im wolność. Terminy i zobowiązania czasowe bardzo ich zamykają. Jednak z tego typu wolnością twórczą wiążą się też emocje i napięcia. Nic zresztą dziwnego – takie rzeczy mają prawo się dziać, gdy przebywa się tak długi czas (2 tygodnie) tylko z jedną osobą w całkowitym odcięciu od świata zewnętrznego.

– Rodziły się między nami konflikty, nie jesteśmy nawet w stanie do końca powiedzieć o co – wspomina Justyna. – Narodziły się spięcia, które wyglądały dość spektakularnie z zewnątrz. My się z takimi kłótniami borykamy od kiedy powstał zespół The Dumplings i one tylko nas umacniają.

Jak jednak wyznają, lata ciągłej wspólnej pracy bardzo ich zmieniły. Rozwinęli się muzycznie i emocjonalnie. Przeżyli bardzo dużo, bo ostatnie lata, jak twierdzą, były najbardziej intensywnym czasem w ich życiu. Co więcej, jak na swój wiek doświadczyli dość dużo, nawet jak na ludzi, którzy pracują w tej branży.

– To jest przełomowy moment w naszej przyjaźni – mówi szczerze Justyna. – Coś się wydarzyło, coś pękło podczas tej płyty…

– Pękła też niejedna szklanka – dodaje Kuba.

Co słychać w "Raju"?

Czy te emocje przerodziły się przez lata w coś więcej niż przyjaźń?

Czym różniła się praca nad tą płytą w stosunku do poprzednich?

Jak powstają teksty do ich utworów?

Dlaczego nie są zadowoleni z recenzji najnowszej płyty, mimo że praktycznie wszystkie były pochlebne?

Jak wygląda ich współpraca z innymi artystami i na innych polach?

I w końcu – czym kilka lat temu Michał Prokop sprawił prawdziwą przykrość Kubie?

Odpowiedzi na te wszystkie pytania musimy szukać w najnowszym odcinku "Z tymi co się znają", który tradycyjnie gościł w murach Browaru Namysłów.

Więcej odcinków tej serii rozmów znajdziecie na kanale Browar Namysłów TV w sieci YT.

Przeczytaj również:
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.