Lorem ipsum

Marcin Prokop próbuje zrozumieć zbrodnię. Rozmowa z Jerzym Pobochą

Po stażu na chirurgii i kilku asystach przy operacjach stwierdził, że nie będzie lekarzem. Dzisiaj jego dorobek w zakresie psychiatrii ciężko choćby streścić. Jest założycielem i prezesem Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej, biegłym sądowym z zakresu psychiatrii od blisko 40 lat, w tym w najpoważniejszych sprawach karnych, o których głośno było w całej Polsce. To jego diagnoza posłała na szubienicę najgroźniejszego seryjnego zabójcę w naszym kraju! W kolejnym odcinku "Z tymi co się znają" Jerzy Pobocha spróbuje pomóc Marcinowi Prokopowi zrozumieć zbrodnię.

Temat zbrodni od zawsze wzbudza żywe zainteresowanie, zarówno z racji rozmiaru ludzkich tragedii z nią związanych, jak i z racji pytań o jej mechanizmy, inspiracje, okoliczności oraz szanse zapobiegania. Wydawać by się mogło, że na wszystkie te pytania odpowiedzieć mogą biegli sądowi z zakresu psychiatrii, jednak, jak przyznaje Jerzy Pobocha, nawet po kilkudziesięciu latach pracy ludzki umysł cały czas go zadziwia.

- Zagadka ludzkiego umysłu jest wciąż nieodgadniona - zapewnia. - Dlatego my, psychiatrzy, nawet z wieloletnim doświadczeniem, nie powinniśmy się czuć bogami, którzy wszystko wiedzą i rozumieją. Brak pokory jest naszym grzechem głównym.

Patrząc jednak na rozmiary zbrodni, jakie opiniuje, ciężko wyobrazić sobie brak pokory względem ludzkiego umysłu. Wystarczy wspomnieć jedną z jego pierwszych spraw: dotyczyła dwudziestolatka, który w Wigilię 1976 r. zabił swoją matkę, poćwiartował ją, szczątki spuścił w klozecie, a później przebrał się w jej sukienkę, by odebrać jej emeryturę…

Jak to wszystko działa?

Biegły psychiatra powoływany jest, jeżeli istnieją uzasadnione wątpliwości co do stanu psychicznego danej osoby. Jak rozumieć "uzasadnione wątpliwości"? Występują chociażby, kiedy są informacje, że taka osoba leczyła się psychiatrycznie albo przebyła urazy głowy, jest narkomanem, alkoholikiem bądź w jej rodzinie występowały choroby psychiczne. Innym czynnikiem może być sposób składania zeznań, kiedy zachowanie w czasie przesłuchania budzi wątpliwości co do zdrowia psychicznego.

Jak tłumaczy gość Marcina Prokopa, psychiatra kliniczny jest jak lekarz pogotowia, bada "tu i teraz". Nie interesuje go, co było 20 lat temu o godzinie 20:30, ale co jest w danej chwili. W przeciwieństwie do niego psychiatrę sądowego interesuje, co było "wtedy i tam". Na tej podstawie buduje się obraz stanu psychicznego sprawcy zbrodni.

Orzekanie może trwać maksymalnie 4 tygodnie, a w wyjątkowych sytuacjach 8 tygodni. Przeszło połowa opinii wydawanych jest na podstawie jednorazowego badania, a nie obserwacji.

- Pośpiech w diagnozowaniu to prosta droga do fatalnych pomyłek – zapewnia Jerzy Pobocha. - W przypadku np. Kajetana P., który zabił nauczycielkę włoskiego a potem poćwiartował jej ciało, bo chciał "empirycznie" sprawdzić jak się morduje, pierwszy zespół biegłych uznał go za chorego na schizofrenię i niepoczytalnego. Dopiero drugi zespół biegłych, który pracował długo, uznał, że nie jest to psychoza, tylko inne zmiany psychiczne, które powodują znaczne ograniczenie poczytalności: mniej więcej o połowę.

Psychiatrzy to tylko ludzie – również się mylą

Innym przykładem błędnego orzecznictwa może być też sprawa Breivika. Mamy dwie opinie na jego temat. Pierwsza licząca 220 stron mówi o schizofrenii paranoidalnej, druga, która ma "tylko" 180 stron, stwierdza jedynie zaburzenia narcystyczne, fanatyzm, patologiczne kłamstwa. To opinie wydane przez dwa różne zespoły biegłych. Jako że Breivik stwierdził, iż "zna myśli innych ludzi", jeden z badających go zespołów bezrefleksyjnie uznał tę wypowiedź za przejaw zaburzeń urojeniowych. Jednak drugi zespół lekarzy dociekał, dlaczego właściwie on tak sądzi.

- Okazało się, że Breivik pracował kiedyś w telemarketingu, gdzie musiał się wykazać umiejętnością "odczytywania" oczekiwań, a nawet (w pewnym zakresie) myśli klienta – tłumaczy Pobocha. - W Polsce rocznie jest kilka takich błędnych opinii.

Czy da się jednak zdemaskować przestępcę?

Jak przekonuje Jerzy Pobocha w Browarze Namysłów, ograniczenie się lekarzy do wielokrotnych badań psychiatrycznych "twarzą w twarz" jest niewystarczające. Dopiero całodobowa obserwacja zachowania daje możliwość pewniejszej diagnozy. Standardem oddziałów obserwacyjnych musi być możliwość pełnej obserwacji m.in. przez lustra weneckie, telewizję przemysłową itp.

Zapewnienie biegłym takich narzędzi jest szczególnie ważna, gdyż ich rola jest fundamentalna - chociaż to sądy wydają wyroki, w rzeczywistości to biegli decydują o tym, czy kara w ogóle zostanie wymierzona.

- Polski wymiar sprawiedliwości jakby przyjął dogmat nieomylności biegłych, a przecież życie wciąż pokazuje, że nieomylni nie są. Ten dogmat trzeba złamać, ponieważ traktowanie psychiatrów jak bogów to droga donikąd.

Niepoczytalność stwierdza się u ok. 5-10 proc. opiniowanych, ale trzeba wziąć poprawkę na fakt, że na badanie kieruje się wyłącznie osoby, o których wiadomo, że mogą mieć zaburzenie. Nie kieruje się "zdrowych". W Polsce przebywa mniej osób na przymusowym leczeniu niż np. w Niemczech. Co istotne, w naszym kraju nie można nieprawidłowo zaopiniowanej niepoczytalności unieważnić.

- Były przypadki, gdzie osoba informowała, że "symulowała" co potwierdzili lekarze, jednak nie można było już cofnąć orzeczenia o niepoczytalności – wspomina psychiatra. - Zdrowy uniknął kary. Z punktu widzenia logiki, zasad współżycia społecznego i sprawiedliwości, takie prawo jest nie do przyjęcia.

Tłumaczy też, że poczytalność dotyczy jednego przestępstwa, jego okoliczności, motywów, stanu psychicznego w czasie przestępstwa. Jej przyjęcie nie jest przenoszone automatycznie na inne czyny dokonane np. w innym momencie, stanie psychicznym. Udawanie nerwic czy lęków niewiele daje, bo to nie powoduje zniesienia poczytalności. Gwarantuje je psychoza typu schizofrenia, jednak żeby ją udać, trzeba mieć trochę wiedzy w tym zakresie.

Schizofrenia a niepoczytalność

- W schizofrenii musi być związek między urojeniami, chorobą a czynem – tłumaczy Pobocha. - Na przykład mieliśmy chorego na schizofrenię, który dokonał 120 włamań do mieszkań na terenie całej Polski. On był bardziej przestępcą niż chorym. Z tym, że w Polsce niestety jest tak, że psychiatrzy stosują uproszczone opiniowanie. Schizofrenia = niepoczytalność. Do tego występuje w Polsce paternalizm, czyli postawa głosząca, że lekarz jest powołany do ochrony pacjenta i musi go bronić przed tym strasznym wymiarem sprawiedliwości i daje mu większe rozpoznanie.

Natomiast na całym świecie obowiązuje inna etyka - nie tylko dobro pacjenta jest najwyższym prawem, ale też dobro społeczne, ogółu. Przykładowo kierowca, który w 2014 r. staranował tłum na Monciaku, podczas procesu miał stwierdzoną schizofrenię, psychiatrzy orzekli, że musi być izolowany i leczony. Wyjdzie na wolność, gdy komisja lekarska uzna, że nie stanowi już zagrożenia. W Stanach Zjednoczonych być może ten kierowca mógłby odpowiadać za katastrofę w ruchu lądowym. Tam przepisy są inne - choroba nie zapewnia automatycznie bezkarności. Amerykanie wnikliwie analizują, czy sprawca rzeczywiście miał zniesioną zdolność rozpoznania czynu i czy potrafi odróżnić dobro od zła. W 1994 r. szaleniec w USA strzelał do samochodów na autostradzie, w wyniku czego doszło do karambolu i wiele osób ucierpiało.

- Podczas badań psychiatrycznych powiedział: "Gdyby w pobliżu był patrol policji, to na pewno bym nie strzelał". Świadczy to o tym, że wiedział, że popełnia przestępstwo i stanął za to przed sądem.

Niewyczerpany temat

Te i inne zawiłości i niedoskonałości Polskiego prawa oraz zawiłości ludzkiego umysłu Jerzy Pobocha próbuje wytłumaczyć Marcinowi Prokopowi i nam wszystkim w najnowszym odcinku programu "Z tymi co się znają" tradycyjnie goszczącym w Browarze Namysłów.

Przeczytaj również:
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.