Lorem ipsum

"W naszym kraju da się zarobić na sporcie." Tomasz Majewski u Prokopa

Wicemistrz świata, mistrz Europy i wielokrotny rekordzista Polski. Dwa razy zdobył złoty medal na Igrzyskach Olimpijskich – w 2008 r. w Pekinie i cztery lala później w Londynie. W pchnięciu kulą osiągnął niemalże wszystko. Podczas rozmowy w Browarze Namysłów Tomasz Majewski zdradza Marcinowi Prokopowi, jak został sportowcem i co go bardziej motywuje: porażka czy sukces.

O wyborze dyscypliny zadecydowały... stopy

Tomasz Majewski, bohater najnowszego odcinka "Z tymi co się znają", zaczął startować w zawodach już w szkole podstawowej w rodzinnym Ciechanowie. Pchał kulą, rzucał dyskiem, a nawet skakał wzwyż. W wieku 15 lat poszedł do liceum i stwierdził, że czas zacząć trenować na poważnie. Jego stryjeczny brat był trenerem lekkiej atletyki i namówił go do tego sportu.

Początkowo w grę wchodził trójskok i rzut dyskiem, ale ponieważ do tego potrzeba sprawnych stóp, ostatecznie stanęło na kuli. Do tej dyscypliny młody Tomek Majewski był jednak zdecydowanie za chudy. Tu przecież liczą się przede wszystkim mięśnie i siła… Zaczęły się ciężkie treningi, a los sprawił, że Majewski zaczął trenować pod okiem Witolda Suskiego. Wielokrotnie ćwiczyli w trudnych warunkach. Nie mieli dostępu do hali, zimą trenowali w śniegu, przy minusowych temperaturach.
Pierwsze lata kariery były dość chybotliwe. Wciąż trzeba było walczyć o swoje, a niekiedy młodemu atlecie nie starczało nawet na obiad. Zawsze jednak górę brała motywacja i wiara w to, że ciężką pracą można osiągnąć sukces. Ten przyszedł po trzech latach trenowania – pierwszy medal Mistrzostw Polski. Potem były kolejne wyjazdy, zawody, zwycięstwa.

Politologia, igrzyska w Atenach i Doda

Sportowe sukcesy szły w parze ze studiami. Po przeprowadzce z Ciechanowa do Warszawy Majewski studiował zaocznie politologię na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Wybrał akurat tę uczelnię, ponieważ znajdowała się blisko AWF-u. Szczęśliwie studia skończył w terminie, chociaż wielokrotnie trudno mu było połączyć sportowe wyczyny z egzaminami.

Kiedy miał 23 lata, zajął czwarte miejsce podczas halowych mistrzostw świata. – Na tamtym etapie kariery najważniejsze było to, że wystartowałem na Igrzyskach. A łatwo o przepustkę nie było, walczyłem o nią do samego końca – wspomina. – Minimum uzyskałem w ostatnim terminie, w zawodach na Białorusi. Na same Igrzyska formy już nie starczyło. No i były nerwy. Tam jeszcze pożerał mnie stres. Przed Pekinem, a potem przed Londynem byłem już pewny swego.

Późniejsze zwycięstwa były efektem wielu lat ciężkiej pracy, ale to Ciechanów zapewnił mu dobry start. Z tego miasta wywodzi się wielu sportowców związanych z lekką atletyką – byłych i obecnych. Wśród nich jest m.in…. Doda. W 1997 r. w biegu na 100 m zdobyła nawet brązowy medal mistrzostw Polski juniorów młodszych.

– Dorota trenowała z nami na stadionie w Ciechanowie, ale z tego co pamiętam, to sprint i skok w dal. Byliśmy w jednym klubie. Całkiem dobrze się zapowiadała. Była nawet mistrzynią województwa. Wszyscy ją znali jako córkę trenera, a nie jakąś Dodę – wspomina Majewski.

To nie jest sport dla bogatych ludzi

– To nie jest tenis czy golf, w który musisz zainwestować wielkie pieniądze – mówi Majewski o lekkiej atletyce. I dodaje: – Człowiek jest przyzwyczajany do bardzo różnych warunków. Tu pójdziesz, tu masz spać. Nie ma jedzenia? Trudno, to nie ma! Stajesz się bezproblemowy.

Silna motywacja połączona z wieloletnimi treningami sprawiły, że Majewski został dwukrotnie złotym medalistą Igrzysk Olimpijskich.

– Zarówno w Pekinie, jak i w Londynie wstrzeliłem się z formą właściwie co do dnia – opowiada. – Pchałem na maksymalne dla siebie odległości. Albo biłem "życiówki", albo byłem od nich o krok. (…) To wszystko było bardzo przewidywalne. Nie było mowy o przypadku, że nagle jest dużo lepiej niż miało być, albo dużo gorzej. We wszystkim widziałem logikę i konsekwentnie realizowałem to, co z trenerem sobie zaplanowaliśmy.

Majewski zrozumiał też, że sport można przekuć na sukces finansowy.

– Na sporcie da się u nas w kraju zarobić solidne pieniądze – wyznaje. – Tym bardziej, jak jest się dwukrotnym mistrzem olimpijskim. Nie wstydzę się tego. Zapracowałem na to uczciwie.

W 2016 roku zakończył karierę zawodowego sportowca i dziś wiedzie spokojniejsze życie. Oprócz sportu pasjonuje się astronomią (ma nawet w domu teleskop), a w wolnych chwilach czyta kryminały i fantastykę. Na siłownię zawsze zabiera ze sobą ulubioną muzykę, np. The Offspring.

Jak został mistrzem olimpijskim i dlaczego woda sodowa nigdy nie uderzyła mu do głowy? Co go bardziej motywuje: porażka czy sukces? I co takiego powiedział reporterowi Telewizji Polskiej po zwycięstwie w Pekinie? Odpowiedzi na te i inne pytania znaleźć można w najnowszym odcinku "Z tymi co się znają", programu realizowanego w murach Browaru Namysłów.

Więcej odcinków tej serii znaleźć można na kanale Browaru Namysłów w serwisie YouTube.

Przeczytaj również:
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.